czwartek, 15 października 2015

#Narzeczona kierowcy tira cz.1

Witajcie kochani,

Zaczynam nową serię, co widać po tytule. Zostałam narzeczoną (to żadna nowość bo w listopadzie minie nam już 2 lata narzeczeństwa) kierowcy samochodu ciężarowego, który stosunkowo niedawno zaczął tą ciężką pracę. Problemu by nie było, gdyby nie to, że Ukochany wybrał firmę z przewozami międzynarodowymi i nie wraca do domu każdego dnia.  Po pierwszej Jego trasie już mam kilka wniosków.

1) Nie da się wyprzytulać na zapas. To jest dla mnie najgorsze bo to, że po Jego powrocie korzystam z każdej możliwej sytuacji aby się do Niego przytulić, to niestety jak jest ponad 1000 km od miejsca zamieszkania i ja mam tzw."doła" nie ma Go obok mnie.

2) Nie da się wygadać na zapas. Sytuacja wygląda bardzo podobnie, nie jestem w stanie Mu powiedzieć wszystkiego i czegoś na zapas. Cały czas rozmawiamy, aż do zaśnięcia kiedy jest w domu, kto pierwszy odpadnie ten stawia piwo. Lepsza sytuacja jest zapewne z tym, że mamy telefony komórkowe, które zdecydowanie ułatwiają nam kontakt.

3) Ciężko jest wyczuć na początku, co czeka, "Młodego kierowcę" nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie kolejnego dnia, niby czas jazdy i pracy wszystko jasne, ale jednak nie. Bo może się zdarzyć, że pauza kierowcy wypadnie np. 100 km od domu i niestety ruszyć się nie może. 

4) Czas pracy i czas jazdy kierowcy, to wciąż czarna magia i niby uczyłam się tego, żeby mieć jakiekolwiek pojęcie, rzeczywistość mnie zweryfikowała, że jednak nic a nic nie kumam- jeszcze- mam nadzieję.

5) Nie rozumiem niektórych słów, których używa mój ukochany, tak tak...niestety slang kierowców okazał się być tak inny od tego w moich wyobrażeniach. Teraz gdy J. opowiada mi swoją trasę, prawie co chwilę brzmię jak 3-letnie dziecko: a co to? a po co? 

6) W pokoju rozwalone rzeczy. Po powrocie chcąc pomóc Ukochanemu rozpakować torbę, powiedział: "Nie rozpakowuj mnie, nie wiem kiedy będę jechał" I tak torba została postawiona pod ścianę, lekko przepakowana i czeka na kolejną trasę.

Tak właśnie kochani, takie mam przemyślenia po pierwszej krótkiej trasie Narzeczonego, niedługo przyjdę do Was z recenzją dłużej trasy. Podejrzewam, że będzie dużo zażaleń, ponieważ ja nie jestem przyzwyczajona do rozstań. Nie lubię tęsknić taaak bardzo, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby Jemu było dobrze, aby się rozwijał i spełniał swoje marzenia. Dlatego też trzymam mocno kciuki za Niego i robię wszystko aby był jak najbardziej szczęśliwy.

Pozdrawiam i ściskam 
PM:*