czwartek, 23 lipca 2015

Wrocławskie ZOO...

Witajcie kochani,
Dziś przychodzę do Was z dużą ilością zdjęć, ale to za sprawą wspaniałej wyprawy jaką odbyłam wczoraj do Wrocławskiego ZOO. Nie myślałam, że może mi się tam tak bardzo podobać, ale wróciłam z pełną kartą pamięci w aparacie i wspaniałymi przeżyciami. Mottem ZOO jest:
"Nie ocalimy wszystkiego, co byśmy pragnęli. Ale uratujemy o wiele więcej niż mogłoby ocaleć, gdybyśmy w ogóle nie podjęli naszych starań."

ZOO zajmuje 33 ha, co jest naprawdę sporym kawałkiem ziemi. Oprócz zwykłych wybiegów zwierząt możemy zajrzeć do różnych pawilonów takich jak: Afrykanarium, Sahara, terrarium, Madagaskar, Akwarium i wiele wiele innych. Jest również ranczo, gdzie można samemu karmić zwierzątka. ZOO ma pod swoją opieką mnóstwo mnóstwo zwierząt, zaczynając od małpek, niedźwiedzi, tygrysów, lwów kończąc na kotikach afrykańskich i okapi. Nie ma również problemu z tym, żeby znaleźć miejsce gdzie zjeść, napić się jak i zrobić siusiu czy przewinąć naszego maluszka. Dzieci mają również dużo atrakcji (oprócz samych zwierząt)  to np. plac zabaw jak i park linowy (oczywiście za dodatkową opłatą). Jeśli martwicie się, że Wasze pociechy nie dadzą rady przechodzić tyle czasu to spokojnie, zadbano również o to, jest wypożyczalnia wózeczków drewnianych gdzie spokojnie wejdzie trójka jak nie czwórka mniejszych dzieci, i koszt wózeczka na cały dzień to 10 zł.  Jeśli chodzi o ceny za bilety do ZOO to bilet normalny wynosi 40 zł. bilet ulgowy 30 zł, bilet studencki 35 zł, a bilet rodzinny 120 zł. Jeśli chodzi o czas zwiedzania z przerwami na siusiu jak i jedzonko to nam zeszło ok. 8 godz. Ale zaufajcie mi jest co oglądać. Nie myślałam, że mogę być taka zachwycona pobytem w ZOO zwłaszcza, że raczej nie miałam nigdy dobrego zdania o takich miejscówkach, z racji przetrzymywania zwierząt za klatkami w ich nie naturalnych środowiskach. 

Koniec gadania zapraszam do zdjęć: (Uwaga mnóstwo mnóstwo zdjęć) :D



Wejście do Afrykanarium 




















 Pirania Czerwonooka, czyż ona nie jest urocza ?:D




Hipcia Elphina <3



Mój ulubiony Waran Papuaski, któremu spodobało się pozowanie, i ta jego sweterkowa powłoczka niesamowite zwierzę!  




 Miś, który uwielbiał pozować przy swojej kupce ;)



Oczywiście będąc we Wrocławiu nie można byłoby przejść obojętnie obok Hali Stulecia jak i fontanny i ukochanego Ogrodu Japońskiego. 

 <3 MM








I to tyle, mam nadzieję, że dotrwaliście do końca jak i zachęciłam Was do odwiedzenia tego wspaniałego miejsca! 

Pozdrawiam PM :*

wtorek, 21 lipca 2015

Avon ideal flawless CC... Puder wykończeniowy...

Witajcie kochani,
Dziś przychodzę do Was z recenzją produktu, zamówionego z katalogu Avon, jego nazwa choć skomplikowana to jednak sam produkt jest niesamowity. Ale o tym to za chwilkę. 

Pewnie się zdziwicie czemu zamówiłam znów coś z Avon skoro w ostatnich wykończonych nie pochwaliłam ani jednego produktu z tej firmy. Otóż nie przekreślam nigdy niczego jestem kobietą, która daje sporo szans, zwłaszcza jeśli chodzi o firmy kosmetyczne, czasami na tym źle wychodzę ale nie tym razem. 

Dziś przyjrzyjmy się bliżej produktowi, który mnie niesamowicie zaciekawił swoim wyglądem, i nie chodzi mi o czarną puderniczkę, tylko o kolorowe kuleczki w środku. Ucieszyłam się jak szalona widząc je w katalogu, ponieważ nie ukrywam miałam do tego produktu duże oczekiwania, gdyż spodziewałam się tańszej kopii Meteorytów firmy Guerlain, które oscylują ceną między 150 a 230 zł w drogeriach Sephora, Duglas. Dlatego widząc kuleczki Avon za 19.90 zł  to nie wahałam się ani chwili dłużej.  Nie jest to post gdzie będę porównywać, ponieważ nie miałam nigdy cudeńka z wyższej półki.  Na poniższym zdjęciu moje marzenie czyli Guerlain :



No to przechodzę do głównego gościa tego wpisu:


 Opakowanie jest plastikowe, czarne to sporo ułatwia utrzymanie czystości owego opakowania. Natomiast w środeczku witają nas maleńkie po prostu w stylu Avon kuleczki rozświetlające, które są pudrem wykańczającym. Ich połączenie  daje nam przepiękne wykończenie makijażu. Mamy 5 kolorów kuleczek: białe mają odbijać światło (za sprawą zapewne tego sporawego brokatu), szampanowe, które mają za zadanie wyrównywać koloryt, a zarazem rozświetlać naszą buzię, fuksjowe mają maskować żółte tony i brzoskwiniowe mają maskować przebarwienia, zielone które korygują zaczerwienienia. Ja usunęłam w mniejsze pudełeczko wszystkie białe kuleczki, ponieważ nie mogłam zdzierżyć tych drobinek na twarzy. Teraz ich używam do rozświetlenia mojego dekoltu. 





Po usunięciu białych kulek mam idealny puder wykańczający. Uwielbiam go na mojej cerze, ponieważ dodaje takiego "glow" i tej świeżości.Subtelny i wyrafinowany efekt, jeśli nie lubicie takiego to nie zamawiajcie go, natomiast jeśli lubicie takie nowości i satynową twarz to bardzo bardzo polecam.  Bardzo ładnie też, wygląda na zdjęciach, wszystkie moje klientki są bardzo zadowolonego z tego efektu, jaki on nam daje. 

Moja ocena jest bardzo prosta 4,5 /5, no niestety pół punktu musiałam odjąć, za te białe brzydale brokatoweTymczasem, jeśli się Wam spodobało to czym prędzej do swojej konsultantki Avon, bądź proponuję zamówić na stronie internetowej:TUTAJ. P.S. czekajcie na promocję.

Mam nadzieje, że moja opinia przyda Wam się choć troszkę przy zakupach. 

A Wy macie jakiś idealny produkt wykończeniowy na lato??

Pozdrawiam PM :*



poniedziałek, 20 lipca 2015

"Bridget Jones. Szalejąc za facetem"...

Witajcie kochani,
























Dziś przychodzę do Was z moim skromnym zdaniem na temat książki, której tytuł widać w tytule. Helen Fielding jest angielską pisarką i dziennikarką. Jej pierwszą powieścią była "Potęga sławy", natomiast największą popularność przyniosła jej saga o sławnej Bridget Jones.  Już mamy trzy części sławnego dziennika, ostatnia wyszła w 2014 roku, czyli całkiem całkiem z niego świeżaczek. Większość z Was na pewno już miała tą książkę w rękach, ale dla tych kobiet, które jeszcze nie miały, a mają chwilę wolnego czasu jak i chęć zrelaksowania się to zapraszam Was do tejże lektury. 

Nie chciałabym spoilerować Wam ważnych kwestii książki, dlatego postaram się omówić Wam dookoła tą historię. Bridget już nie jest szaloną i specyficzną niedojrzałą kobietą, ma dwójkę dzieci i zmaga się z innymi problemami, nie tylko dotyczącymi jej samej, ale także współpracy z rodzicami rówieśników dzieci. Wciąż jest na diecie i wciąż liczy kalorie, wciąż pije alkohol, tylko raz w mniejszych, a raz w większych ilościach. Zakochuje się, jest szczęśliwa, wszystko wygląda tak, jak być powinno, ale ale niestety nie może być tak słodko. Zakręcony świat Bridget mnie troszkę przerażał jak i śmieszył. Jedynym minusem jaki mogę odnaleźć  w książce, to jednak zbyt długie i nużące siedzenie w świecie internetu głównej bohaterki. Warto jest również zauważyć, że książka ma 584 strony, to musicie zarezerwować dwie noce dłużej niż zawsze.




Oczywiście zapraszam na parę cytatów z książki, bo co to jest jak czytamy książkę i nie wyciągniemy z niej ani jednego cytatu, u mnie obowiązkowo zawsze kartka leży obok, w razie jakby mi się coś spodobało:

"Nie da się uniknąć bólu, nie da się uniknąć straty. Źródłem pogody ducha jest swoboda i elastyczność z jaką się zmieniamy"

"This is your life...don't play hard to get..."

"Nie pozwól by teksty popowych piosenek kierowały Twoim zachowaniem, zwłaszcza gdy jesteś pijana"

"...Zaraz się pocieszyłam- nie ważne, że żadna ze mnie heroina randek, przynajmniej potrafię dzieci utrzymać przy życiu"

"Kiedy przychodzi powitajmy, kiedy odchodzi pozwalajmy odejść..."

"Uniósł mnie w ramionach, jakbym była lekka jak piórko ( a przecież nie jestem, jeżeli już to jestem bardzo ciężkim piórem , może z jakiegoś prehistorycznego ptaka, który zamieszkiwał ziemię w czasach dinozaurów"   

A Wy czytaliście Bridget? Jeśli tak to koniecznie napiszcie co o tej części myślicie. Pozdrawiam Was gorąco :*
PM