piątek, 1 sierpnia 2014

Motywacja...cała smutna prawda!!!

Witajcie kochani, 
Motywacja... taaaa...moje ulubione słowo. Widzę, słyszę je częściej niż reklamy na Polsacie ( a one są serio co chwilę). 
P.S. Jeśli masz słabe nerwy i masz się na mnie obrazić to tego nie czytaj! 

Dobra zacznę od początku. Nasza ciocia Wikipedia pisze:
"Motywacja  stan gotowości istoty rozumnej do podjęcia określonego działania, to wzbudzony potrzebą zespół procesów psychicznych i fizjologicznych określający podłoże zachowań i ich zmian. To wewnętrzny stan człowieka mający wymiar atrybutowy.
Procesy motywacyjne ukierunkowują zachowanie jednostki na osiągnięcie określonych, istotnych dla niej stanów rzeczy, kierują wykonywaniem pewnych czynności tak, aby prowadziły do zamierzonych wyników (zmiana warunków zewnętrznych, zmiana we własnej osobie, zmiana własnego położenia). Jeśli człowiek jest świadomy wyniku wykonywanych czynności, wówczas ten wynik nazywa się celem. Proces motywacyjny składa się z zespołu pojedynczych motywów. Motywem nazwać zaś można przeżycie pobudzające człowieka do działania lub powstrzymujące go, lub przeszkadzające jego wykonaniu."
A gdy wchodzę na Fb wygląda to tak: 


Cały You Tube i cały internet został zapchany zdjęciami dziewczyn przed i po metamorfozie, trenerki fitnessu przygotowują filmiki z ćwiczeniami, dla leniwych, żeby już nie myśleć tylko po prostu włączyć PLAY i ćwiczyć.  Dziewczyny!  które się motywują nawzajem, czy Wy na prawdę myślicie, że to jest szczere?. Ja nie. I o tym właśnie dziś chciałam napisać. Przecież dziewczyny nie są takie szczere i cudowne cukierkowe. Przecież kurcze co druga chce aby Wam się powinęła noga (ja nie! ja mam to w nosie) . Ojej, teraz połowa moich koleżanek się na mnie obrazi, druga połowa dziewczyn zacznie się kłócić z koleżankami. No cóż taka prawda. Stańcie sobie przed lusterkiem i powiedzcie w sobie samej w oczy!" Ej chcę żeby moja koleżanka X wyglądała jak super sex bomba. Chcę żeby wszyscy faceci się za nią oglądali. Oj chyba podrzucę jej jeszcze kilka dobrych filmików z ćwiczeniami, żeby były lepsze efekty". Udało się?? 
Jeśli tak to napisz do mnie na adres: magdalena-kowalkiewicz@wp.pl będziemy przyjaciółkami. Jeśli nie to czytaj dalej. 
Okej przeszliśmy najtrudniejsze czyli prawda w oczy. Ale ale nie to, że ja hejtuje. Hejtowanie jest niemodne i tego nie robię. Ja podziwiam wszystkie te dziewczyny, które na profilach i fun pagach piszą że potrzebują pomocy, dziewczyny co jeść na śniadania, dziewczyny nie mogę schudnąć co robić. Oj kochane moje kochane. Wiecie co ja Wam polecam. Ja super trenerka osobista PaniMagdalenaa??
Zasada jest prosta... zostańcie przed tym lustrem rozbierzcie się i popatrzcie na siebie. Uśmiechacie się czy macie jedną brew (jeśli umiecie- żółw za to) podniesioną i usta raczej mają kształt literki O a nie półksiężyca? Dobra to ubierzcie się i na spokojnie zastanówcie się co możecie z tym zrobić? Po pierwsze badania: czy nie macie jakiejś choroby która może spowolnić Wasze dążenie do ideału?. Po drugie ideał, bierzecie kartkę małą piszecie na niej datę i swoją wagę oraz wymiary. Chowacie w dobre miejsce i tyle. Jeśli uważacie, że dieta 300 kcal będzie dla Was idealna  to mylicie się oczywiście. I teraz bardzo ważne: Podnosicie głowę do góry, uśmiechacie się i tak trzymamy trzymamy ... trzymamy... nie opuszczaj!! No uśmiechaj się dużo, ubierz się w swoje ulubione ciuchy, umaluj się i zdobywaj świat a nie oglądaj tych motywacji,  które i tak nie pomagają! Ponieważ co z tego, że obejrzysz jak i tak to nie Ty jesteś na tych zdjęciach. Jeśli już kilka dni wytrzymasz z tym uśmiechem i głową do góry. To rozbierz się jeszcze raz przed lustrem i teraz na siebie popatrz. Widzisz się troszkę inaczej niż kilka dni temu?? Oczywiście ponieważ widzisz swój piękny uśmiech i to, że naprawdę jesteś cudowną kobietą. A nie zakompleksioną dziewczyną oglądającą motywacje i ćwiczenia różnych kobiet. 
A teraz jak było ze mną: każdego dnia gdy szlam do łazienki, brałam prysznic. A na przeciwko jego jest wielkie lustro. Widziałam się od góry do dołu jak sam Pan Bóg mnie stworzył. I niestety od razu zaczynał się zły dzień. Widziałam, że wszystko mi nie pasuje. Mój wyraz twarzy mógłby popsuć dzień każdemu, nawet największemu optymiście w moim mieście. I tak pół życia. I oczywiście na fb wszystkie motywacje wyklikane przeze mnie : "lubię to!", w ulubionych filmiki dziewczyn ćwiczących  i moje podejście: tak będę z nimi ćwiczyć. Ale: 

Cóż i tak mijało sporo czasu. Później problemy ze zdrowiem bo jednak to ja uznałam, że dieta 300 kcal będzie dla mnie odpowiednia. I się posypało: anemia, zapalenie oskrzeli, od razu po tym zapalenie płuc. 2 miesiące wyciągnięte z życiorysu. Później miesiąc na łapanie jakichkolwiek sił żeby ustać dłużej niż 30 min na nogach po tej cudownej antybiotykoterapii. Okej wróciłam do żywych. I na dworze dużo słońca, ja cieszę się, że mogę wyjść i się tymi promieniami ogrzewać. A nie leżeć w łóżku jak zdechła ryba brzuchem do góry. I co dalej: o kurczę wypadałoby się wbić w coś z krótkim rękawkiem i odkryć kolana. Kolana nigdy nie były u mnie moją zgrozą więc bez problemu znajduję sobie coś odpowiedniego. Ale koszulka , kurde dlaczego wszystkie na lato mam tak obcisłe.. no to po kilkunastu przebraniach znajduję kilka odpowiednich. I moja myśl: Magda Ty grubasie. I tak znów myśl, że może dieta 300 kcal będzie sukcesem:D ale wizja mojej mamy, która polowała na mnie żeby tylko znów mi zrobić badania i udowodnić, że jestem głupia była gorsza. No to cóż. Przestałam oglądać motywacje, wykasowałam z ulubionych filmiki. Nie mam nic. Kolejne dnia mijały mijały, zbliżało się wesele moich przyjaciół. 3 dni przed weselem stwierdziłam, ze przymierzę sukienkę. i co? O kurczę leży jak ulał. cudownie będę się w niej dobrze czuć i dobrze w niej wyglądam. I Magda mądra głowa stwierdziła, że jednak przez 3 dni postosuje dietę 300 kcal. Dumna z siebie przychodzi sobota, ja umalowana, uczesana proszę rodzicielkę o to żeby mnie zapięła w sukience... i co?? "Magda czy Ty przymierzałaś sukienkę wcześniej?" nie może mnie dopiąć. I czerwone lampki w głowie bęk bęk bęk... Magda mamy problem, za mało czasu na to żeby wymyślić coś innego i zostałam tylko ja w swojej sukience i lustro. Cóż poryczałam się ale to nie pomogło mi w tym, że jednak obwód mojego ciała się zmniejszył. Dobra zdeterminowana mówię mamie: mamo zapinaj, damy radę, to na bank cycki to przez nie ten problem. Zapięta, wybawiona, nic nie jadłam na weselu :P ale wesele było niesamowite:* Dwa dni później wyjazd nad morze. I znów ten ból: plaża, magda, kostium kąpielowy... grrr o zgrozo. Moje koleżanki szczupłe a ja?? ;/ no dobra nie mogłam tego pokazywać. Musiałam być silna. No i przemogłam się rozebrałam się na tej plaży. Wysmażyłam wszystko i zadowolona wróciłam z wakacji. I poszłam do lustra po powrocie i spojrzałam na siebie: fakt, że się krzywo opaliłam to tylko i wyłącznie moja wina, źle rozsmarowałam krem z filtrem. Ale Magda TY masz cycki urosły CI? ee nie nie zmieniłaś rozmiaru od 3 lat. Kurdę serio są fajne a czemu ich nie widziałaś wcześniej? ;/ no bo rzecz jasna uwagę moją skupiałam na fałdkach na brzuchu i nie umięśnionych ramionach. Dobra dobra dzwonię do mojego księcia: "kotku co lubisz najbardziej w moim ciele?" oczywiście byłam pewna, że odpowie: "cala dla mnie jesteś idealna" więc uprzedziłam Go i poprosiłam o to aby powiedział, co najbardziej mu się we mnie podoba, nie będę zła.Odpowiedź :"TWOJE PIERSI MISIU"   No to ja z doświadczenia swojego i nie tylko wiem, że przy drastycznym odchudzaniu zmniejszają się najpierw piersi. Wiem zero w tym logiki. Przecież odchudzam brzuch a nie cycki;P! no nic, myślę dalej. Jeśli zgubię biust to może się okazać, że już jednak nie będę taka pociągająca dla Księcia ( wkurzy się jak to przeczyta) no i myślę dalej. Zgubą mą są ramiona i brzuch... ok, to dajemy. Odpalam: You Tuba i wpisuję ćwiczenia klatka piersiowa, plecy. O kurde mam i trwają 10 min o słodki losie idealnie! To jest własnie filmik dla mnie. Dalej szukam filmiku tej samej trenerki na brzuch... jest ! i tez trwa 10 min. Dobra mam ćwiczenia jestem szczęśliwa. I wiecie co nie będę Wam wrzucać zdjęcia owsianki  i zdrowych śniadań, bo nienawidzę owsianki. Nie będę Wam pisać: " kochani sukcesem jest  5 posiłków dziennie" oczywiście może i jest, ale ja i tak nie będę ich tyle jadła bo nie mam na to czasu i ochoty. Cały dzień myśleć o tym, że powinnam jeść 5 posiłków! w dupie to mam. Jem mniej bo tak i koniec. Nie jem słodyczy i nie piję napojów słodzonych i gazowanych. I ćwiczę swoje słodkie 20 min dziennie i jestem zadowolona z tego, co się dzieję. Czuję się dobrze w swoim ciele. Nie będę Was oszukiwać: dziewczyny musicie tak jak ja wstawać o 5 rano biegać godzinę, tak jak ja oczywiście następnie jeść śniadanie najlepiej owsiankę, o taką:

Później ćwiczę z Ewcią, następnie jeszcze z HPBA i jeszcze pyknę sobie 4 razy w tygodniu na siłkę a co mi tam. Karnet mam wykupiony na cały rok więc wykorzystuję. Przypadkiem dostałam własnie taki prezent ten karnet, serio to był przypadek.

Nie nie dziewczynki nie moja bajka. Nie wstaję o 5 wstaję o 8, nie biegam bo jest mi niewygodnie, wolę wypić kawę. Jem śniadanie: parówki:D i nie chodzę na siłownię bo nie lubię tego. Jem i mój metabolizm wrócił do normy po diecie 300 kcal. Ćwiczę co mi się podoba i jestem szczęśliwa.


Nie wiem, czy ten potok słów, który został tutaj wylany dał Wam do myślenia ale wiem, że choć 1/4 z Was zgodzi się ze mną, że tak jest:) Motywacje nie motywują a rzadko kto będzie Was w tym dopingował. Przecież każdy chce być najlepszy! To Ty musisz się dobrze czuć z tym co robisz! To Ty musisz być szczęśliwa!! To Ty musisz wstawać i mieć uśmiech na twarzy i świecące oczy! Głowa do góry, pierś do przodu, banan przyklejony do twarzy i dajesz, dajesz, dajesz! Nie poddawaj się.

Wasza trenerka M :*