Denko majowo- czerwcowe

Witajcie kochani,
dziś chciałabym podzielić się z Wami jak świetnie sobie radzę z moim projektem denko. I przyznam się Wam szczerze, że zaczyna mi się to podobać. Na dzień dzisiejszy bardzo podoba mi się fakt, że dzięki denku mam po prostu porządek i nie mam problemu z kosmetykami. I dzięki temu wiem, że pakując kosmetyczkę na wakacje nie będę miała problemu co zapakować. Zaczynamy:
Weźcie kubek kawy bo jest troszkę tego :*

Isana żele: dobrze myją, pienią się tak jak powinny, a cena 3 zł czy mogę znaleźć coś lepszego? Oczywiście, że nie. Będę się nimi zachwycać za każdym razem. 
Hean peeling: zapach miał obłędny bo limonkowy, ale po za tym nie ujął mnie. Jednak jestem zwolennikiem mocniejszych zdzieraków. 

Lakier Lorento z Biedronki, najgorszy zakup jaki mogłam uczynić. Wykorzystałam go z wielkim bólem. Jego zapach nie zachęcał a na dodatek osadzał się w każdej części moich dróg oddechowych. Okropnie sklejał włosy. Podziwiam wszystkich, którzy go używają. Wielki szacun.
Pianka do włosów Taft sklejenie mega a co do glam look i shine zero. Niestety jestem sceptycznie nastawiona do każdej pianki do włosów. A pod koniec używania zepsuł się dozownik. Nie z mojej winy. 
Isana Hair był to krem poprawiający kolor do włosów ciemnych. Powiem Wam ciekawostkę jestem blondynką :P No ale używałam go z olbrzymią radością ponieważ pachniał karmelem. A włosy bardzo dobrze się po nim rozczesywały. Więc jestem na tak. 


Ziaja krem nawilżający z białą herbatą, ja jako fanka większości produktów z ziaji to jestem na mega tak. Uwielbiam ich produkty. I miał odświeżający zapach i działał tak jak powinien.
Iwostion Purritin emulsja matująca, bardzo pięknie sprawdził mi się pod makijażem ale w normalnej cenie go nie kupiłabym. W życiu. Znam lepsze produkty matujące. A co do działań jeszcze na problemy z cerą trądzikową to zero sukcesów. 
Iwostin Regenerująca emulsja po opalaniu, no śmiesznie śmiesznie ale niestety nie działał. Nie koił nic się nie działo, jeśli chodzi o działanie jakiekolwiek po kąpielach słonecznych. 

Be beauty nie muszę mówić nic. Uwielbiam go! Na moje oczy jak i makijaż sprawdza się idealnie. 

Zużyłam lakiery do paznokci co u mnie jest sporym sukcesem. Zmywacze jak zmywacze zmywały :P bez szaleństw. 

Lovely maskara 3D: ja mam lekkie szczęście, że większość maskar mi pasuje. Rzęsy są wytuszowane, podkreślone i już. Tusz odpowiadał mi w 100% i do tego jego cena do 10 zł. Jeśli nie macie upierdliwych rzęs to tusz Wam się sprawdzi jak najbardziej. 
Bebe pomadka ochronna dobrze nawilżała. Usta były w dobrej kondycji.
Dax Sun pomadka ochronna z SPF, chroniła ale irytowała mnie jednak ta biała warstwa która pozostawała na ustach po niej. Tak niestety mają pomadki z SPF. Jednak nie przekonam się do nich nigdy.

Babydream Oliwka moja miłość używam ich na potęgę. Do masażu bankami chińskimi, do pielęgnacji ciała po prysznicu oraz do masażu obolałych pleców Księcia.
Perfecta mus do ciała co do jego działania wyszczuplającego to oczywiście śmiech, natomiast jego zapach jak najbardziej na tak. Grejpfrut jest mega pobudzający i mobilizował do szybkiej pobudki z rana. Fajnie nawilżał jak dla mnie jestem na tak.
Tutti Frutti peeling z Farmony, jego skład opisywałam Wam tutaj a co do jakości zdzierania żadne szaleństwo. Niestety nie jest moim ulubieńcem i na pewno do niego nie wrócę o nie... ;p 



Ziaja maska intensywny kolor, nie ma szaleństwa co do tego intensywnego koloru. Nie mogłam jej skończyć natomiast jak już byłam prawie przy denku zaczęła mi się podobać. Jej działanie pozytywnie wpłynęło na kondycję moich zapuszczanych włosów. Włosy fajnie były nawilżone, nie były obciążone i nie puszyły się.  I tutaj skuszę się na koleje opakowanie. No i Ziaja <3 moja miłość.


O tym antyperspirancie wspominałam już we wcześniejszym denku. Jest mój ukochany. Moja kochana sąsiadka mnie zaopatrzyła w 2 buteleczki. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzebne. 


Grrr.już nigdy więcej takich produktów. Odsyłam Was do mojej recenzji


Kolejne cudo zza granicy. Bebe moje kochane :) Jego zapach wynagradzał mi jego skład.Balsam do ciała niesamowicie wspaniały. Fajnie nawilżał, skora była miękka a zapach utrzymywał się cały dzień. 

Skarb Maroko również skradł mi serce. Olejek arganowy przez niektórych ukochany a przez niektórych znienawidzony bo przereklamowany. Ja jednak dałam mu szanse i byłam niesamowicie zadowolona z jego działania jak i wydajności. Może dlatego że miałam całkiem sporą buteleczkę. Z wygodnym aplikatorem. Jeśli tylko będę miała okazję to do niego wrócę. 


Dax Sun samoopalacz, całkiem całkiem, przy nieumiejętnym stosowaniu naprawdę może wyrządzić nam konkretną krzywdę. Ale daje nam bardzo ładny efekt opalonej skóry. A i niestety śmierdzi.

Malwa szampon z czarną rzepą.Szampon fajny, wyczyścił mi ciemną farbę z włosów, ale jego zapach był na tyle przytłaczający, że nie dałam rady psychicznie i musiałam go mieszać z innymi. Bo po prostu nie chciałam aby jego każda aplikacja na głowę kończyła się nieprzyjemnie. Jeśli chcecie wyszorować brązową farbę to polecam idealnie się sprawdzi ale jeśli zwracacie uwagę na zapach bo powąchajcie przed zakupem bo fiołkami to nie pachnie.

Mel Merio mój ulubiony taniutki zapach, przypominający mi moje szalone lata młodzieńcze. Jak go tylko miałam na sobie to od razu wracały wspomnienia. Zapach bardzo słodki i kuszący jak jego cena ok 16 zł w Rossmannie. 

Ziaja krem nawilżający matujący 25+. Ideał od roku niczym innym się nie smaruję tylko nim. Jest idealny na lato i zimę. Matuje ale i mega nawilża a co najważniejsze nie powoduje zaskórników. I dla mnie nic więcej do szczęścia. A cena to ok. 10 zł. I czy muszę się powtarzać? ZIAJA <3 


W końcu, wykończone. Mleczko do demakijażu z Be beauty. Zmywać makijaż zmywa ale koniecznie po nim trzeba użyć czegoś łagodzącego bo tak piecze okolica w okół oczu, że bardziej się nie da. Nie spotkałam żadnego produktu, który by mógł się tak zachowywać. Żadnego. Oj i współczuję osobom, które go używają a mają rzeczywiście skórę suchą i wrażliwą. 

Avon Skin so soft, balsam brązujący z drobinkami. Piękne drobinki nie obleśny brokat ale na tym się zakończyły pozytywy tego balsamu. Oj robi krzywdę i stosowany na 300 różnych sposobów nie da się go zastosować tak aby było dobrze i bez smug. I niestety śmierdzi bardzo mocno. Miałam wrażenie że bardziej niż moje samoopalacze.


Odsyłam do mojej pochlebnej recenzji. Na jego temat. 

Wstyd wrzucać, ale chciałam Wam pokazać jak się właśnie kończy praca z Dermacolem. I to, że niesamowicie krył to naprawdę trzeba na niego uważać. Ponieważ przy stosowaniu codziennie możemy się nabawić niezłej imprezy naszych zaskórników na twarzy.


Lady speed stick to, że go kocham wszyscy wiedzą. Jestem od niego uzależniona tak samo jak od sanexu. Ale Ten jest dostępny na miejscu a po sanex trzeba jechać do Holandii. A co najlepsze jego zapach odświeżający i działanie ochronne przez cały dzień. Nasze gruczoły potowe nie mają z nim szans.

Bebe, żel pod prysznic. Brat balsamu o tym samym letnim zapachu. Wydajny i dobrze się pieni. Niczego więcej nie oczekuję od żeli do mycia ciała.


Avon, arbuzowa mgiełka do ciała. Lekka mgiełka, szybko ulatniająca się ale o bardzo słodkim i przyjemnym zapachu arbuza. Jednak jestem zwolennikiem tylko tych waniliowych. Nie wiem dlaczego ale właśnie tak. 

Kolejny lakier wykorzystany, 5 punktów dla mnie. Delikatny frenchowy lakier z Bell. bardzo ładnie wyglądał, a co do utrzymywania się na paznokciach to nie mam pojęcia. Ponieważ nosiłam żele i każdy lakier był długotrwały.




Próbki, próbeczki maseczki również je zużywam bo już się nie mieszczę z nimi nigdzie. 

Kochani udało się dotrwać Wam do końca? To gratuluję. Niektóre z powyżej wymienionych pozycji były opisane na blogu lub będą. Nie przejdę obok nich obojętnie. I Wam z miłą chęcią zarekomenduję. A tymczasem dziękuję Wam bardzo.
Pozdrawiam M :*

Popularne posty